„Dziewczyny z Pasją” na Kazbeku - relacja z wyprawy

dodano: 2014-08-05 13:04 | aktualizacja: 2014-08-05 19:45
autor: Anna Kawalec | źródło: inf. wł.

kazbek Trzy uczestniczki tegorocznej wyprawy na Kazbek, 5047 m n.p.m. (Kaukaz Wysoki), Ewa, Ania i Kasia zdobyły ten jeden z najwyższych szczytów Gruzji 17 lipca tego roku. Organizatorką II podejścia na Kazbek, podobnie jak w zeszłym roku była Ewa Majewska, właścicielka  Biura Tłumaczeń TRANSLEX. Kiedy „Dziewczyny z Pasją” po powrocie do kraju już troszkę ochłonęły, spotkałam się z nimi i poprosiłam o krótką relację z ich wyprawy.



Prosimy o wyłączenie blokowania reklam i odświeżenie strony.
Anna Kawalec: Witam Was serdecznie, no i gratuluję. Pełne wrażeń i przygód czy już wróciłyście do szarej rzeczywistości?

Ewa Majewska: Z trudem, ale powoli wracamy do codziennych obowiązków. Teraz przeglądamy zdjęcia, porządkujemy zebrane materiały filmowe, wymieniamy się wrażeniami i z rozrzewnieniem wspominamy wyprawę.

A.K.: Wróciłyście w tym roku jako zdobywczynie Kazbeku - szczęśliwe i usatysfakcjonowane! W zeszłym roku nie było tak łatwo. Co się zmieniło?

Ania M.: Dużo. Ale jedno trzeba powiedzieć na pewno – bez doświadczenia z zeszłego roku, nie byłoby sukcesu w tym roku. Przede wszystkim tym razem brak było w naszym przypadku wszelkich objawów choroby wysokościowej. Żadna z nas nie cierpiała z tego powodu. Byłyśmy w świetnej formie, gdyż nasze organizmy zapamiętały wysokość, na jakiej byłyśmy w zeszłym roku. To było wspaniałe uczucie, gdy po paru godzinach, bez żadnego problemu doszłyśmy do Meteo, naszej pierwszej bazy na 3653 m n.p.m. gdzie czekał na nas nasz przewodnik, Gruzin Shota Khomakhidze, który z niedowierzaniem patrzył, jak dziarsko wspinamy się i pokonujemy ostatnie metry do Meteo, a które w zeszłym roku wydawały się niemożliwe do pokonania, i każdy krok okupiony był z trudem łapanym oddechem.



A.K.: Kasiu, Ty wspinałaś się po raz pierwszy na taką wysokość. Jakie wrażenia? Czy nie bałaś się tej wyprawy?

Kasia M. : Przyznam, że bardzo się bałam, czy mój organizm podoła, słuchając opowieści dziewczyn z wyprawy z zeszłego roku, które wydawać się mogło, miały wszelkie możliwe objawy choroby wysokościowej. Ale na szczęście, nie miałam żadnych oznak choroby, było fantastycznie! Byłyśmy w świetnych nastrojach, ciesząc się i mając nadzieję, że skoro na tej wysokości jesteśmy w świetnej formie, łatwiej poradzimy sobie na 5000 m. Stanowiłyśmy świetnie zgraną grupę, mimo iż nasza grupa złożona była z osób z różnych krajów i tak naprawdę wcale się nie znaliśmy. Ale połączył nas wspólny cel, wspólne zmagania z trudnościami, a na końcu euforia zdobywców!

A.K.: Jak to się stało, że wspinałyście się razem z grupą szwedzką?

E.M.: Zwykły przypadek. W zeszłym roku, zaprzyjaźniłam się mailowo ze Szwedką, Sofie, która wraz ze swoimi przyjaciółmi wybierała się na wyprawę na Kazbek w lipcu tego roku. Ponieważ nie znalazłyśmy chętnych na naszą wyprawę w sierpniu, postanowiłam, że dołączymy do ich grupy. Ostatecznie było nas 9 osób: 5 Szwedów, nasze trzy dziewczyny oraz Damian, szef kuchni z Liverpoolu.

A.K.: Jak długo trwały przygotowania do wyprawy?

A.M.: Generalnie prowadzimy sportowy tryb życia. Zimą narty i deska, a od wiosny zaczynamy jazdę na rolkach i rowerze. Ale w tym roku postawiłyśmy przede wszystkim na bieganie. Biegamy w zróżnicowanym terenie, często pod górę. Staramy się biegać codziennie po 5 km. Ja postawiłam też na spinning, który okazał się fantastyczny jeżeli chodzi o trenowanie na wytrzymałość, kondycję i wzmocnienie głównie mięśni nóg. Ćwiczenia fitness też nam dużo dały.

A.K.: Jak przebiegała wyprawa - tak w skrócie?

E.M.: Wyruszyłyśmy z miejscowości Stepantsminda (bardziej znana pod rosyjską nazwą Kazbegi) jeepami do malowniczo położonego kościółka Tsminda Sameba (2190 m n.p.m) a stamtąd już pieszo, przez Gergeti Glacier (Lodowiec Gergeti) 3260 m n.p.m do byłej rosyjskiej stacji meteorologicznej, służącej obecnie jako Base Camp, zwanej też Bethlemi Hut, położonej na 3653 m n.p.m.



A.K.: Co na tym etapie przysporzyło wam najwięcej problemów?

K.M.: Przejście przez „strumień lodowy” wypływający spod lodowca. To, w zależności od pory roku, bardzo wartko płynąca lodowata rzeczka, którą czasami naprawdę bardzo trudno przekroczyć. W drodze do Meteo mieliśmy spore trudności z jej przekroczeniem, gdyż poziom wody był dość wysoki. Często kończy się to zmoczeniem nóg i co gorsza butów, stąd niektórzy wolą przekraczać ją boso lub w sandałach. Ale temperatura wody do tego naprawdę nie zachęca. Ania miała szczęście załapać się na transport przez rzeczkę na koniu, no ale nie każdy miał takie szczęście. My musiałyśmy w mokrych butach iść do Meteo.

EM: Po dniu aklimatyzacyjnym powyżej Meteo, podczas którego mieliśmy też szkolenie chodzenia w rakach, wiązania się linami i trenowania upadków z użyciem czekanów, wyruszyliśmy następnej nocy o 3 nad ranem. Pogoda była wprost wymarzona, a widok oświetlonego światłem księżyca Kazbeku, błyszczącego majestatycznie na tle rozgwieżdżonego nieba – wrażenie wręcz mistyczne! To trzeba przeżyć, tego nie da się opisać. Grupa wyruszyła pod opieką 4 przewodników.

Przewodził Shota Komakhidze, wspomagany przez Giorgija Nonikashvilia i Tato Nadiradze oraz Iraklia Kopanadze. Na wysokości tzw. Rolling Stones podzieliliśmy się na 3 grupy, powiązaliśmy się linami i założyliśmy kaski, gdyż na tym odcinku cały czas sypią się drobne i wielkie kamienie, z łomotem spadające z otaczających dolinkę szczytów. Pod plateau założyliśmy wszyscy raki, zostawiliśmy plecaki. Na tej wysokości, najlepiej pozbyć się jakiegokolwiek ciężaru. Własne ciało jest wystarczającym obciążeniem, a oddychanie jest coraz trudniejsze. Człowiek zamiast rozglądać się, by podziwiać widoki, walczy z każdym krokiem, chciwie łapiąc oddech.

Dwie pierwsze grupy doszły na szczyt po 8 godzinach. Nie było łatwo, kilka osób zaczęło mieć objawy choroby na wysokości 4200 m n.p.m. Na szczęście sprzyjała nam pogoda. Ponieważ ja szłam najwolniej, Shota zarządził oddzielenie mnie od dwóch pozostałych grup i przydzielił mi jednego przewodnika Iraklija, z którym zdobyłam szczyt w godzinę później. Pamiętam, jak z żalem patrzyłam z góry na schodzącą już ekipę, podczas gdy przede mną był jeszcze atak na szczyt. Walczyłam wtedy z wyczerpania z myślą, że nie dam rady. Na szczęście doświadczenie Iraklija, jego opanowanie i świetna technika wychodzenia pomogły mi w zdobyciu upragnionego szczytu.


A.K.: Jak długo trwało wyjście na Kazbek i zejście do Meteo?

A.M.: Nasze dwie grupy wróciły do Meteo po 12 godzinach. Ewa niewiele później – po 13 godzinach. Ma dobrą technikę schodzenia, co pomogło jej nadrobić wydłużony czas przy wchodzeniu.

 


A.K.: Jakie wrażenia po zakończonej wyprawie i plany na przyszłość?

E.M.: Euforia, radość, duma! Chyba nie można inaczej słowami opisać ogarniającej nas radości, że udało się pokonać własne słabości, że dałyśmy radę. Plany.... oczywiście że są. Ania stwierdziła: hasło „Dziewczyny z pasją” zobowiązuje, idziemy wyżej! Wahałyśmy się między Europą a Azją. Bierzemy też pod uwagę nadal Gruzję. Ale znajomy podsunął nam pomysł na tzw. EBC – czyli Everest Base Camp w Himalajach wraz ze zdobyciem Island Peak (6189 m n.p.m). Myślimy więc w przyszłym roku iść za ciosem, bo jak mówi rosyjskie przysłowie: „Lepiej zobaczyć coś jeden raz, niż słyszeć o tym setki razy”. Musimy się więc o tym przekonać na własne oczy.

A.K.:Trzymam więc mocno kciuki i życzę wytrwałości, bo wyzwanie jest wielkie. Bardzo dziękuję za miłe spotkanie i inspirującą rozmowę.

Fotogaleria z wyprawy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.




Więcej z kategorii Wywiady-rozmowy
Informacje
HOLLEX.PL - Twój sklep internetowy

Panorama Bochni tzw. czegodajewka wydruk 100 x 36 cm [1]

Panorama Bochni a la Czegodajew wzorowana na obrazach ukraińskiego autora...

299 zł Więcej...

Panorama Bochni na płótnie - wydruk 100 x 36 cm [zimowa]

Zimowa panorama Bochni od strony wschodniej - wydruk na płótnie

299 zł Więcej...

Panorama Bochni na płótnie - wydruk 100 x 36 cm [od wschodu]

Panorama Bochni od strony wschodniej - wydruk na płótnie

299 zł Więcej...